Siedzę na wykładzie. Bardziej leżę, bo w sali znajdują się
bordowe miękkie pufy, na których każdy układa części ciała tak, jak mają ochotę
być ułożone. Brązowe ściany szczelnie pokryto obrazami młodych zdolnych, które
miały zostać skazane na zapomnienie. Ciemne wnętrze rozjaśniają beżowe,
szydełkowe koronki w oknach, pewnie kupione za bezcen na targu staroci. Przez
herbaciane abażury lamp sączy się ciepłe światło. W tych okolicznościach, mogłabym
słuchać jeszcze i jeszcze.
Rozmarzyłam się, przepraszam. Mija piąta godzina, odkąd
przywarłam swoją tylną częścią ciała do twardego krzesła. W sumie nie mam
pewności, czy nadal właściwie przywieram, bo wspomnianej części od dawna nie
czuję. Plecy bolą niemiłosiernie. Wiercę się jak owsik, w nadziei, że istnieje
pozycja, która przyniesie mi ulgę. Cóż, przez cierpienie do gwiazd. Próbuję
skupić się na słowach wykładowcy. Niestety, z prawej strony ciągle atakuje mnie
wielka, pusta ściana w kolorze majtkowego różu, z dziurą w tynku wydłubaną na samym
środku. Chcę stąd wyjść.
Młoda białostoczanka, absolwentka poznańskiego wzornictwa,
Marzena Rusiłowicz, postanowiła zadbać o nasze pupy, kręgosłupy i oczy. Zaprojektowała
nie tylko wygodny, ale też ładny fotel "Luzak", stworzony po to, by
móc się wyluzować. Latem, będzie udostępniany mieszkańcom na czas imprez
kulturalnych.
To świetna wiadomość, bo w naszym mieście raczej nie miewamy
szans na bliskie spotkania ze sztuką użytkową. Na każdym kroku doświadczamy estetycznego
lekceważenia. Wszelkie instytucje są urządzane bezmyślnie, byle było na czym
przysiąść. Aranżując takie wnętrza, nikt nie myśli o ich wpływie na
samopoczucie, choć spędza się w nich czasem długie godziny.
Nikt mi nie wmówi, że winę za taką sytuację ponosi przymus
oszczędności. Wystarczy uruchomić wyobraźnię
i rozejrzeć się, żeby zrozumieć jak niewiele wkładu pieniężnego wymaga
atrakcyjne urządzenie miejsca, na przykład publicznego. Wystarczy chcieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz