piątek, 4 maja 2012

Walczę z sąsiadem, bo jeżdżę jednośladem


Pierwszy ciepły dzień sprawił, że Białymstokiem zawładnęli rowerzyści. Tłoczyli się na ścieżkach, łykając wiosenne powietrze. Ludzie mali i duzi, panie i panowie, grupowo i w pojedynkę - wszyscy pędzili przed siebie. Jednośladem jest bowiem szybko, zdrowo. Puls przyśpiesza, wydzielają się hormony szczęścia, świat staje się piękny. Do czasu. Na przykład do momentu, w którym trzeba zaparkować.
Jest taki stojak, podobno dla rowerów. To ulubieniec białostockiego magistratu, ustawiany masowo w centrum miasta. Rowerzystom również nie jest obojętny, dlatego czule go nazwali - wyrwikółko. Publikowanie zdjęć powyginanych kół i kilkuletnie błaganie o nie ustawianie tego "wspaniałego" wynalazku, spełzło na niczym. Pod budynkiem Uniwersytety Medycznego przy ulicy Szpitalnej stanął lśniący nowością, kilkumetrowy wyrywacz kółek.
Cyklistów w naszym mieście się nie lubi. Od miesięcy, mój sąsiad-anonim zostawia na rowerach listy. Musi to być bardzo gruby sąsiad, bo przeszkadza mu jednoślad przytulony do ściany szerokiego na trzy metry półpiętra. W wielkanocną niedzielę przykleił na parterze karteczkę: "rowerzysto! sprzątaj po sobie piach i błoto!". Na podłodze klatki, cuchnącej od spalin z podziemnego parkingu, wśród mnóstwa odcisków brudnych butów widniał niewielki, piaszczysty ślad opony. Buty jednak nosi każdy, a samochód to rzecz niezbędna! Ale jeśli masz kaprys, żeby jeździć tym swoim bicyklem, to sprzątaj po sobie niechluju i nie licz na sprzątaczkę, którą co miesiąc opłacasz!
Rower jest ciągle kosmicznym pojazdem, trudnym do zaakceptowania na ulicy. A to całkiem zwyczajny środek lokomocji, coraz częściej wybierany przez białostoczan. Zmiany w naszym mieście i mentalności mieszkańców nie następują proporcjonalnie do rosnącej liczby użytkowników jednośladów. Bezużyteczne stojaki, ścieżki prowadzące donikąd - to tylko kropla w morzu przykładów lekceważenia. Wsiądźmy na rowery i zalejmy miasto! Nie chcą nas zauważać pojedynczo, ale inwazji nie przeoczą.

1 komentarz:

  1. Taaak... znam tę historię z sąsiadem ;) Zamierzam niedługo też zacząć poruszać się po mieście jednośladem (nie mogę się doczekać i boję się, nigdy sama po mieście rowerem nie jeździłam ;)), ale jak czytam o tych wszystkich niedogodnościach, to powątpiewam.

    Dlatego jestem zdecydowanie za przeprowadzeniem inwazji rowerowej w Białymstoku!

    OdpowiedzUsuń