Pierwszy ciepły dzień sprawił, że Białymstokiem zawładnęli
rowerzyści. Tłoczyli się na ścieżkach, łykając wiosenne powietrze. Ludzie mali
i duzi, panie i panowie, grupowo i w pojedynkę - wszyscy pędzili przed siebie. Jednośladem
jest bowiem szybko, zdrowo. Puls przyśpiesza, wydzielają się hormony szczęścia,
świat staje się piękny. Do czasu. Na przykład do momentu, w którym trzeba
zaparkować.
Jest taki stojak, podobno dla rowerów. To ulubieniec
białostockiego magistratu, ustawiany masowo w centrum miasta. Rowerzystom
również nie jest obojętny, dlatego czule go nazwali - wyrwikółko. Publikowanie
zdjęć powyginanych kół i kilkuletnie błaganie o nie ustawianie tego
"wspaniałego" wynalazku, spełzło na niczym. Pod budynkiem Uniwersytety
Medycznego przy ulicy Szpitalnej stanął lśniący nowością, kilkumetrowy wyrywacz
kółek.
Cyklistów w naszym mieście się nie lubi. Od miesięcy, mój
sąsiad-anonim zostawia na rowerach listy. Musi to być bardzo gruby sąsiad, bo
przeszkadza mu jednoślad przytulony do ściany szerokiego na trzy metry
półpiętra. W wielkanocną niedzielę przykleił na parterze karteczkę:
"rowerzysto! sprzątaj po sobie piach i błoto!". Na podłodze klatki,
cuchnącej od spalin z podziemnego parkingu, wśród mnóstwa odcisków brudnych
butów widniał niewielki, piaszczysty ślad opony. Buty jednak nosi każdy, a
samochód to rzecz niezbędna! Ale jeśli masz kaprys, żeby jeździć tym swoim
bicyklem, to sprzątaj po sobie niechluju i nie licz na sprzątaczkę, którą co
miesiąc opłacasz!
Rower jest ciągle kosmicznym pojazdem, trudnym do
zaakceptowania na ulicy. A to całkiem zwyczajny środek lokomocji, coraz
częściej wybierany przez białostoczan. Zmiany w naszym mieście i mentalności
mieszkańców nie następują proporcjonalnie do rosnącej liczby użytkowników
jednośladów. Bezużyteczne stojaki, ścieżki prowadzące donikąd - to tylko kropla
w morzu przykładów lekceważenia. Wsiądźmy na rowery i zalejmy miasto! Nie chcą
nas zauważać pojedynczo, ale inwazji nie przeoczą.
Taaak... znam tę historię z sąsiadem ;) Zamierzam niedługo też zacząć poruszać się po mieście jednośladem (nie mogę się doczekać i boję się, nigdy sama po mieście rowerem nie jeździłam ;)), ale jak czytam o tych wszystkich niedogodnościach, to powątpiewam.
OdpowiedzUsuńDlatego jestem zdecydowanie za przeprowadzeniem inwazji rowerowej w Białymstoku!