wtorek, 29 maja 2012

Egzamin niedojrzałości


Moje ręce ubrudzone po łokcie ciężko pracują, wyrabiając ciasto na chleb. Mnie to sprawia przyjemność, uwielbiam piec. Większość jednak woli pieczywo gotowe, ze sklepu. Niebawem wszyscy będą musieli zgłębić tajniki wyrabiania kajzerek, bo piekarza w Polsce nie uświadczysz.
Maj, dla jednych najpiękniejszy miesiąc roku, wszystko kwitnie, przyroda odurza zapachami, słońce w końcu solidnie rozgrzewa zmarznięte po zimie kości. Innym jednak miesiąc ten kojarzy się mniej pozytywnie. Abiturienci, spięci, przejęci, pod szyję zapięci opanowali miasto. Nerwowo palą papierosy, wymieniają najświeższe "przecieki" i znikają w budynkach szkół. Za chwilę udowodnią swoją dojrzałość.
Dzisiejsza matura to nie tylko finał edukacji w szkole średniej, ale również przepustka na studia. Wyniki egzaminu dojrzałości powiedzą ci, na jakiej jakości przyszłość zasługujesz. Tak do wielkiego majowego sprawdzianu podchodzi większość uczniów. Muszę zdać jak najlepiej, bo jeśli powinie mi się noga, nie dostanę się na świetną uczelnię albo (nie daj Boże!) na jakiekolwiek studia! A wtedy totalna klapa, zerowy prestiż, żadnych perspektyw na dobrze płatną pracę. No tak, bo przecież każdy pan magister opływa w luksusie.
Niezwykłe  mamy społeczeństwo. Co roku tysiące absolwentów narzeka na niegodne zatrudnienie, a młodzi uparcie walą na uczelnie wyższe drzwiami i oknami mając nadzieję, że to fabryki milionerów. Na drugim roku studiów zaczyna się lament. A że w Polsce nikt nie chce ludzi mądrych, że życie takie niesprawiedliwe, a los wskazuje palcem londyński zmywak. Magister się nudzi, a w piekarni za rogiem nie ma kto upiec bułek. Bo "piekarz" brzmi mniej godnie, niż bezrobotny socjolog.
Najwyższy czas porzucić masowo uprawianą w naszym kraju studiofilię. Zaliczamy po łebkach pięć kierunków tylko po to, aby pewnego dnia otrzymać pięć papierków. Uparcie wierzymy w ich moc, choć rzeczywistość coraz częściej pokazuje, że papier najlepiej sprawdza się w toalecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz