Moje ręce ubrudzone po łokcie ciężko pracują, wyrabiając
ciasto na chleb. Mnie to sprawia przyjemność, uwielbiam piec. Większość jednak
woli pieczywo gotowe, ze sklepu. Niebawem wszyscy będą musieli zgłębić tajniki
wyrabiania kajzerek, bo piekarza w Polsce nie uświadczysz.
Maj, dla jednych najpiękniejszy miesiąc roku, wszystko
kwitnie, przyroda odurza zapachami, słońce w końcu solidnie rozgrzewa
zmarznięte po zimie kości. Innym jednak miesiąc ten kojarzy się mniej
pozytywnie. Abiturienci, spięci, przejęci, pod szyję zapięci opanowali miasto.
Nerwowo palą papierosy, wymieniają najświeższe "przecieki" i znikają
w budynkach szkół. Za chwilę udowodnią swoją dojrzałość.
Dzisiejsza matura to nie tylko finał edukacji w szkole
średniej, ale również przepustka na studia. Wyniki egzaminu dojrzałości
powiedzą ci, na jakiej jakości przyszłość zasługujesz. Tak do wielkiego
majowego sprawdzianu podchodzi większość uczniów. Muszę zdać jak najlepiej, bo
jeśli powinie mi się noga, nie dostanę się na świetną uczelnię albo (nie daj
Boże!) na jakiekolwiek studia! A wtedy totalna klapa, zerowy prestiż, żadnych
perspektyw na dobrze płatną pracę. No tak, bo przecież każdy pan magister
opływa w luksusie.
Niezwykłe mamy
społeczeństwo. Co roku tysiące absolwentów narzeka na niegodne zatrudnienie, a
młodzi uparcie walą na uczelnie wyższe drzwiami i oknami mając nadzieję, że to
fabryki milionerów. Na drugim roku studiów zaczyna się lament. A że w Polsce
nikt nie chce ludzi mądrych, że życie takie niesprawiedliwe, a los wskazuje
palcem londyński zmywak. Magister się nudzi, a w piekarni za rogiem nie ma kto
upiec bułek. Bo "piekarz" brzmi mniej godnie, niż bezrobotny
socjolog.
Najwyższy czas porzucić masowo uprawianą w naszym kraju
studiofilię. Zaliczamy po łebkach pięć kierunków tylko po to, aby pewnego dnia
otrzymać pięć papierków. Uparcie wierzymy w ich moc, choć rzeczywistość coraz
częściej pokazuje, że papier najlepiej sprawdza się w toalecie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz