Odkąd wybrano oficjalny utwór polskiej reprezentacji na Euro
2012, wśród rodaków ciągle wrze. Jedni nie mogą powstrzymać się przed nuceniem
piosenki pod nosem, bo łatwo pada w ucho i świetnie poprawia nastrój. Inni
wciąż przeklinają "Koko Euro spoko", wieszcząc nam międzynarodowe
ośmieszenie. Ja, zawsze kiedy dopada mnie ten kawałek, uśmiecham się szeroko.
Panie z zespołu Jarzębina mogą się okazać naszym najlepszym wspomnieniem całej
piłkarskiej imprezy.
10 czerwca w Poznaniu, w czasie jednego z pierwszych meczów
tegorocznego Euro, odbędzie się demonstracja. Na ulice wyjdą ludzie zrzeszeni w
ramach akcji Chleba Zamiast Igrzysk. Jako zwykli obywatele, na własnej skórze
odczuwają potknięcia kolejnych ekip rządzących, które za swoje niepowodzenia winią
nieustanny brak środków finansowych. Dlatego organizowanie kosztownego
piłkarskiego jarmarku wydaje im się wybitnym absurdem. A po kieszeni oberwie
się nam niemało. Instytut Globalizacji wyliczył, że każdy podatnik dorzuci do
Euro 12 tysięcy złotych.
Tych, którzy chcą głośno wyrażać niezadowolenie, jest jednak
niewielu w porównaniu z całą rzeszą entuzjastów. Kraj oszalał - atakują zewsząd
gacie kibica, bułki kibica, kiełbasa kibica, wszystko dla kibica. Motyw piłki
nożnej na biało-czerwonym tle rzuca się na nas podczas odsłony jakiejkolwiek
strony internetowej. Nie da się przez godzinę oglądać telewizji bez usłyszenia
hasła "euro" co najmniej czterdzieści razy. Pierwszy mecz ciągle
przed nami, a okrzyki szczęścia już docierają zewsząd.
Kiedy dobra zabawa dobiegnie końca, a kurz wzbity nad
boiskami i miastami pełnymi kibiców opadnie, nastąpi czas zadumy. Obudzimy się
po imprezie z narodowym bólem głowy. Zobaczymy jak spod kurzu wyłaniają się
opustoszałe stadiony, śmieci i niespełnione nadzieje. Ze zdwojoną silą wrócimy
do codziennego narzekania na mierność żywota w naszym kraju, bo dotrze do nas w
końcu, że całe to Euro, to nie do końca impreza radosna. Na pocieszenie
zanucimy sobie wesołą melodię w stylu folkopolo, która pozwoli nam uwierzyć, że
Euro jest jednak spoko. Koko, koko.