piątek, 24 lutego 2012

Mniej znaczy więcej


Minimalizm - w ostatnim czasie słowo eksploatowane do granic możliwości. Słyszymy o minimalistycznej architekturze budynków i wnętrz, minimalistycznych potrawach, ubraniach, fryzurach i zabawkach. Ten popularny wyraz na "m" jest postawą życiową realizującą zasadę "im mniej, tym lepiej". Idealne motto na czasy zdominowane przez kryzys i konsumpcjonizm.
Kryzys, no właśnie. Znany dziś wszystkim doskonale, studentom bliski od zawsze. Biedny żak, to modny żak, bo jest minimalistą pełną gębą. Doskonale wie jak najmniejszym kosztem najeść się do syta. Na powiew świeżości w garderobie również znajdzie sposób.
Nieustannie ziejące pustką portfele nie sprzyjają zabawom z własnym wyglądem. Dobry wizerunek wymaga często sporych nakładów finansowych. Alternatywą dla butików pozostają wizyty w second handach, ale dla studenta nawet niewielki wydatek jest wydatkiem zbyt dużym. Najlepiej byłoby nabyć nowe ciuchy za darmo, a cuda się przecież nie zdarzają!
Owszem, zdarzają się na swap parties, akcjach wymiany bezgotówkowej, idealnie wpisujących się w minimalistyczny trend. Jedna z nich odbyła się 16 lutego w białostockim Klubie Fama. Kasia Zdrojewska, regularna uczestniczka tego typu imprez, cieszy się, że może nabyć nową rzecz bez wydawania morza pieniędzy, dodatkowo czyszcząc swoją szafę. - Zabieram ze sobą ubrania, które dostałam jako nietrafiony prezent lub te, które mi się znudziły – mówi.
Ilu spośród nas pochyla się nad obecnością bibelotów zalegających w szufladach latami, zapomnianych na zawsze, choć często nigdy nie używanych? Zamiast uszczuplać swój budżet i przestrzeń kolejną porcją przedmiotów, dajmy coś za coś - wymieniając spodnie na kurtkę zyskamy nowy ciuch i wspomnienie dobrej zabawy. Minimalizm nie jest wyłącznie wyświechtanym wyrazem, pustym znakiem, stworzonym na siłę  tym samym sposobem, jakim kreuje się sezonowe trendy. Pomaga żyć praktycznie, tworzyć coś z niczego, a to bez wątpienia umiejętności ponadczasowe.

Miłość po hindusku


Hindusi uwielbiają stan zakochania, wystarczy przyjrzeć się ich literaturze, filmom
i muzyce. Jednak koncepcja miłości w Indiach znacznie różni się od dobrze nam znanego, europejskiego wzorca. Studiujący w Polsce Mahesh opowiada Justynie Rogowskiej
o aranżowanych małżeństwach i miłości w wersji hinduskiej.

 – Jaki jest Twoim zdaniem najlepszy sposób na okazanie uczuć?
Najpiękniejszym dowodem miłości jest bezgraniczne oddanie. Szalenie romantyczne wydaje mi się poświęcenie własnych marzeń na korzyść drugiej osoby. Nie podoba mi się publiczne okazywanie uczuć, dom jest odpowiednim miejscem na czułe gesty.
– Jak opisałbyś hinduską koncepcję miłości?
Mężczyzna i kobieta są jak zmieszane mleko i woda, razem stanowią jedność. Pozornie proste porównanie doskonale określa ideę małżeńskiej stałości. Nie da się przecież oddzielić mleka i wody, które raz zostały połączone. To dzięki aranżowanym ślubom pary są tak dobrze dobrane.
– Chciałbyś by rodzice wybrali Ci przyszłą żonę?
–  Oczywiście, razem z dziadkami. Ich wiek idzie w parze z mądrością, poza tym znają mnie najlepiej, wiedzą jakiej kobiety potrzebuję.
– Jaka wobec tego powinna być żona idealna?
Powinna dbać o mnie i o moją rodzinę. Przez staranne wykonywanie obowiązków domowych okazuje się najszczersze uczucia.
– Czego natomiast nie mógłbyś wybaczyć swojej partnerce?
Przede wszystkim nigdy nie zaakceptowałbym braku szacunku dla mojej rodziny. Ukochana powinna pamiętać o tym, że bierze ślub nie tylko ze mną, ale z całą moją rodziną, bliskimi sąsiadami, czy też przyjaciółmi i także do nich kierować swoją troskę.
– A równouprawnienie? Pozwoliłbyś swojej żonie rozwijać się zawodowo?
Jak najbardziej, jestem bardzo tolerancyjny. Jeśli przyrządziłaby posiłek i należycie zadbała o dom, mogłaby wyjść do pracy.
– Taki podział ról do romantycznych raczej nie należy?
Dlaczego? W Indiach dzięki dbaniu o wartości rodzinne Dzień Zakochanych może trwać cały rok. Każdą chwilę wypełnia wzajemne poświęcenie i zrozumienie. A co najważniejsze, miłość jest trwała a małżeństwa nie kończą się rozwodem.

– Dziękuję za rozmowę i życzę udanych wyborów uczuciowych.

sobota, 18 lutego 2012

Między nami, między blokami

Odkąd zmieniłam miejsce zamieszkania, często słyszę od swoich gości,  że wchodzi się do mnie jak do prezydenta. Wejścia na posesję wokół bloku strzeże bramka z domofonem. Podobnie zabezpieczone są drzwi prowadzące na klatkę schodową. W wielu ludziach taki tor przeszkód wciąż budzi zdumienie.
            Kiedy cofniemy się w czasie dwadzieścia lat, zauważymy, że atmosfera na blokowiskach była zupełnie niepodobna do panującej obecnie. Sąsiedzi pukali do siebie z prośbą o szklankę cukru albo pożyczenie krzesła. Kiedy popołudniami panowie wspólnie dłubali przy samochodzie, a dzieci bawiły się na trzepakach, panie wpadały do siebie niezapowiedziane, żeby oddawać się gorącym plotkom. Kilka lat później określenie „wspólnota sąsiedzka” straciło swoje znaczenie.
            Istnieją jednak ludzie, którym zależy na rewitalizacji osiedlowych więzi. 25 stycznia w Teatrze TrzyRzecze przy ulicy Młynowej odbędzie się premiera spektaklu Modulor. To wydarzenie teatralne jest zwieńczeniem nietypowego projektu, mającego na celu ożywienie białostockich blokowisk. Jego bezpośrednim założeniem było zintegrowanie mieszkańców osiedla Piaski. Pośrednim, obudzenie wśród białostoczan refleksji na temat uśpionego potencjału bloków. W ramach dotychczasowych działań twórczych, można było uczestniczyć w nagrywaniu odgłosów zasłyszanych w wieżowcu, układaniu wierszy czy warsztatach efektownego fotografowania blokowisk. Koordynatorka projektu, Marta Jasińska mówi, że choć oficjalnie cała akcja ma się zakończyć na spektaklu i wystawie zdjęć, zostaną poczynione wszelkie działania, aby idea animowania blokowisk miała swoją kontynuację, nawet jeśli będą to przedsięwzięcia mniejsze.
            Domofony i kodowane bramki z pewnością nie kreują atmosfery ufności.  Trudno jednak walczyć z fizycznymi barierami stawianymi między ludźmi. Obudzenie ducha sąsiedzkiej wspólnoty może okazać się mimo wszystko dziecinnie proste. Wystarczy odrobina wiary w człowieka i odwagi, które zagwarantują nam częstszą wymianę uśmiechów albo ciekawą rozmowę w windzie zamiast milczenia i spuszczonego wzroku. Później, zapukanie do drzwi w chwili samotności, pójdzie już bardzo gładko.