wtorek, 5 czerwca 2012

Euro kac


Odkąd wybrano oficjalny utwór polskiej reprezentacji na Euro 2012, wśród rodaków ciągle wrze. Jedni nie mogą powstrzymać się przed nuceniem piosenki pod nosem, bo łatwo pada w ucho i świetnie poprawia nastrój. Inni wciąż przeklinają "Koko Euro spoko", wieszcząc nam międzynarodowe ośmieszenie. Ja, zawsze kiedy dopada mnie ten kawałek, uśmiecham się szeroko. Panie z zespołu Jarzębina mogą się okazać naszym najlepszym wspomnieniem całej piłkarskiej imprezy.
10 czerwca w Poznaniu, w czasie jednego z pierwszych meczów tegorocznego Euro, odbędzie się demonstracja. Na ulice wyjdą ludzie zrzeszeni w ramach akcji Chleba Zamiast Igrzysk. Jako zwykli obywatele, na własnej skórze odczuwają potknięcia kolejnych ekip rządzących, które za swoje niepowodzenia winią nieustanny brak środków finansowych. Dlatego organizowanie kosztownego piłkarskiego jarmarku wydaje im się wybitnym absurdem. A po kieszeni oberwie się nam niemało. Instytut Globalizacji wyliczył, że każdy podatnik dorzuci do Euro 12 tysięcy złotych.
Tych, którzy chcą głośno wyrażać niezadowolenie, jest jednak niewielu w porównaniu z całą rzeszą entuzjastów. Kraj oszalał - atakują zewsząd gacie kibica, bułki kibica, kiełbasa kibica, wszystko dla kibica. Motyw piłki nożnej na biało-czerwonym tle rzuca się na nas podczas odsłony jakiejkolwiek strony internetowej. Nie da się przez godzinę oglądać telewizji bez usłyszenia hasła "euro" co najmniej czterdzieści razy. Pierwszy mecz ciągle przed nami, a okrzyki szczęścia już docierają zewsząd.
Kiedy dobra zabawa dobiegnie końca, a kurz wzbity nad boiskami i miastami pełnymi kibiców opadnie, nastąpi czas zadumy. Obudzimy się po imprezie z narodowym bólem głowy. Zobaczymy jak spod kurzu wyłaniają się opustoszałe stadiony, śmieci i niespełnione nadzieje. Ze zdwojoną silą wrócimy do codziennego narzekania na mierność żywota w naszym kraju, bo dotrze do nas w końcu, że całe to Euro, to nie do końca impreza radosna. Na pocieszenie zanucimy sobie wesołą melodię w stylu folkopolo, która pozwoli nam uwierzyć, że Euro jest jednak spoko. Koko, koko.