Od pierwszych dni marca, w
witrynach sklepowych dumnie prezentują się tabliczki z napisem "dzień
kobiet". Jedni, widząc taki obrazek prychają pod nosem, bo uważają to
święto za przeżytek. Inni z entuzjazmem wbiegają do kwiaciarni po bukiety
tulipanów.
- Dlaczego ósmego marca kupujesz
swojej dziewczynie prezenty? - pytam kolegę. - Jak to dlaczego? - odpowiada
wyraźnie zdumiony. - Płeć piękna zasługuje na swoje święto, kobiety są
niezwykłe, bez nich świat byłby ponury i przerażający. - Na czym polega
niezwykłość kobiet? - drążę temat. - Jesteście inne niż my, mężczyźni. Łagodne,
kruche, wrażliwe. Poza tym, tak przyjemnie się na was patrzy.
Kobiety są z Wenus, mężczyźni z
Marsa - podkreślają wszyscy chętnie, cytując tytuł bestsellerowej publikacji. Powtarzają
to słynne zdanie bez zastanowienia, bo nad czym tu się zastanawiać, przecież to
oczywiste, że świat męski i żeński leży na różnych planetach. Panowie
koniecznie muszą być stanowczy, oszczędni w słowach i silni niczym Atlas. Panie
są czułe, zatroskane, wciąż niezdecydowane i trajkoczą bez opamiętania. W jakiej
człowiek nieświadomości nieraz trwa! Po dwudziestu kilku latach życia w skórze
kobiety, dowiaduję się, że jestem mężczyzną!
Dzięki walecznym feministkom,
nikt nie reaguje dziś zaskoczeniem na widok kobiety w spodniach, prowadzącej
autobus, albo na ojców wychowujących dziecko. Jesteśmy jednak uzależnieni od
szufladkowania i wyznaczania granic. Walka o równość często zamienia się w
wojnę o lepszość. Na żyznym podłożu ponadczasowej, damsko-męskiej batalii
wyrósł dzień kobiet. To nic innego, jak święto celebrujące podział, wynikający
z niesprawiedliwych stereotypów.
Panowie,
nie czarujcie się, kobiety nie są wysłanniczkami niebios, nie zasługują na
wyjątkową cześć. Są takie jak wy, czasem kruche niczym szkło, czasem twarde jak
stal. Szanujmy siebie bez względu na datę w kalendarzu, tak po prostu, po
ludzku. Podziały zostawmy matce naturze.